Dlaczego nie projektuję wszystkiego od razu?

Opublikowano przez G.Czech w dniu

Zaczynałem jak wiele osób, które trafiają na permakulturę i myślenie systemowe – chciałem mieć plan na lata. Najlepiej na dziesięć. Rozpisany od początku do końca, z mapą, schematem, listą gatunków, kolejnością prac i jasną wizją tego, „jak ma być”. Wydawało się to rozsądne, odpowiedzialne i dojrzałe.

W praktyce jednak dość szybko okazało się, że ten sposób myślenia nie bardzo przystaje do rzeczywistości. Nie dlatego, że planowanie samo w sobie jest złe, ale dlatego, że życie na ziemi nie działa jak projekt w Excelu, który da się zamknąć w tabelach i terminach.

Gleba, pogoda i życie mają własne zdanie. Gleba nie czyta projektów, pogoda nie respektuje harmonogramów, a życie – rodzinne, finansowe czy zdrowotne – potrafi w jednej chwili zmienić wszystkie priorytety. Im bardziej próbowałem wszystko zaplanować „na sztywno”, tym częściej pojawiała się frustracja. Coś nie wyszło, coś trzeba było zmienić, a rzeczywistość uparcie nie chciała współpracować z moimi założeniami.

To był moment, w którym zacząłem odpuszczać pełną kontrolę. I paradoksalnie właśnie wtedy zaczęło działać lepiej.

Zamiast projektować całe siedlisko od razu, zacząłem patrzeć na nie jak na proces, który rozwija się etapami. Więcej obserwowałem, testowałem rozwiązania w mniejszej skali i zostawiałem sobie przestrzeń na korekty. Jedna gildia drzew zamiast całego sadu. Jedna polikultura zamiast pełnego systemu. Jedna zmiana w ogrodzie zamiast rewolucji, która miała zmienić wszystko naraz.

To był dla mnie prawdziwy przełom. Małe kroki okazały się mniej stresujące, łatwiejsze do poprawienia i znacznie szybciej dawały realną informację zwrotną. Uczyły więcej niż najbardziej dopracowany „idealny plan”, który w zderzeniu z rzeczywistością i tak wymagał ciągłych poprawek.

Z czasem zrozumiałem coś jeszcze ważniejszego: projekt siedliska nie jest dokumentem, tylko procesem. Nie chodzi o to, żeby mieć wszystko zaplanowane z góry, ale o to, żeby w danym momencie wiedzieć, jaki jest następny sensowny krok. Projektowanie „na raty” pozwala reagować na to, co naprawdę się dzieje, daje przestrzeń na naukę i zmianę zdania, a przede wszystkim jest bliższe naturze niż ludzkiemu uporowi.

To podejście bardzo dobrze współgra z permakulturą, sukcesją naturalną i myśleniem regeneratywnym, nawet jeśli na pierwszy rzut oka może wydawać się mniej profesjonalne albo mniej „ambitne”. W rzeczywistości wymaga ono dużej uważności i zaufania do procesu.

Widzę też, że wiele osób, z którymi rozmawiam, doświadcza chaosu właśnie na początku drogi. Za dużo informacji, za dużo inspiracji i za dużo „powinienem” sprawiają, że trudno ruszyć z miejsca. Często blokada nie wynika z braku wiedzy, tylko z nadmiaru planowania i prób ogarnięcia wszystkiego naraz.

Jeśli jesteś na początku, nie musisz wiedzieć wszystkiego. Nie musisz mieć planu na dziesięć lat ani robić wszystkiego jednocześnie. Czasem wystarczy się zatrzymać, uporządkować myśli i wybrać jeden, naprawdę sensowny krok, który możesz wykonać tu i teraz. Reszta przyjdzie z czasem, razem z doświadczeniem.

Nie projektuję wszystkiego od razu, bo chcę zostawić miejsce na życie, na uczenie się w trakcie i na zmiany, których nie da się przewidzieć. Chcę, żeby siedlisko rosło razem ze mną, a nie przeciwko mnie. A jeśli czujesz, że utknąłeś w planowaniu albo chaosie decyzji, być może to nie jest problem do rozwiązania, tylko sygnał, żeby zwolnić.

I zrobić pierwszy, mały krok.


G.Czech

Spokojne wsparcie w zakładaniu siedlisk, pracy z ziemią i porządkowaniu chaosu w projektach, organizacjach i pracy zdalnej.

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Symbol zastępczy awatara

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *