Czego nauczyła mnie ziemia

Opublikowano przez G.Czech w dniu

Czego nauczyła mnie ziemia, kiedy przestałem ją „naprawiać”

Na początku miałem bardzo silną potrzebę poprawiania wszystkiego.
Gleba była „za słaba”, układ „nie taki”, rośliny „nie w tym miejscu”. W głowie miałem obrazy idealnych ogrodów, schematy, inspiracje i poczucie, że jeśli czegoś nie poprawię od razu, to zmarnuję czas.

Z perspektywy kilku sezonów widzę, że to nie ziemia wymagała ciągłych poprawek, tylko ja potrzebowałem zwolnić.

Kiedy zacząłem uważniej obserwować, okazało się, że wiele rzeczy, które brałem za problemy, było po prostu etapem. Gleba potrzebowała czasu, a nie kolejnej interwencji. Rośliny nie zawsze rosły tam, gdzie je zaplanowałem, ale często dokładnie tam, gdzie miały najlepsze warunki.

Najtrudniejsze było odpuszczenie potrzeby kontroli. Zostawienie fragmentów „niedoskonałych”, nieładnych, niezgodnych z pierwotnym planem. To właśnie wtedy zaczęły się pojawiać najciekawsze obserwacje. Miejsca, które wyglądały na zaniedbane, zaczęły się stabilizować. Tam, gdzie przestałem poprawiać co sezon, pojawiła się ciągłość.

Zrozumiałem też, że praktyka na ziemi bardzo szybko obnaża nasze wyobrażenia. Papier przyjmie wszystko. Ziemia — tylko to, co ma sens w danych warunkach. Wilgoć, ekspozycja, struktura gleby, presja chwastów, dostępność czasu i energii — to wszystko jest ważniejsze niż najładniejszy projekt.

Nie znaczy to, że przestałem działać. Wręcz przeciwnie. Nadal ingeruję, testuję, przyspieszam pewne procesy, szczególnie w miejscach, które traktuję jako pole do nauki. Różnica polega na tym, że dziś robię to z większą uważnością i mniejszą potrzebą „naprawiania świata”.

Praktyka nauczyła mnie też pokory wobec własnych planów. Część rzeczy, które wydawały się świetnym pomysłem, nie sprawdziła się wcale. Inne, które pojawiły się przypadkiem, okazały się zaskakująco trwałe. Ziemia bardzo szybko pokazuje, co jest tylko koncepcją, a co ma realne podstawy.

Najważniejsza zmiana dokonała się jednak we mnie. Zamiast myśleć, że muszę coś ciągle poprawiać, coraz częściej zadaję sobie pytanie: „czy to naprawdę wymaga mojej ingerencji?”. Czasem odpowiedź brzmi „tak”. Częściej jednak — „jeszcze nie”.

Dziś traktuję praktykę na ziemi jako długą rozmowę, a nie projekt do zrealizowania. Rozmowę, w której czasem mówię więcej, a czasem po prostu słucham. I mam poczucie, że właśnie w tej równowadze dzieje się najwięcej.


G.Czech

Spokojne wsparcie w zakładaniu siedlisk, pracy z ziemią i porządkowaniu chaosu w projektach, organizacjach i pracy zdalnej.

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Symbol zastępczy awatara

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *